Finał Champions League 2014/2015

W drodze po chwałę…

Barcelona. Juventus. Czy ktokolwiek z nas mógł przewidzieć to, że taki skład będziemy mieli przyjemność gościć w finale Ligi Mistrzów? Mistrzów z prawdziwego zdarzenia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że zagrają tutaj mistrzowie swoich krajów z obecnego sezonu – 2014/2015. Co prawda w zeszłym roku Barcelonie nie udało się zgarnąć mistrzostwa Hiszpanii, natomiast teraz jest to drużyna, która jest na najlepszej drodze po potrójną koronę. Tyle że „Juve” też jest…

Olimpijska arena

9 lat minęło od finału mistrzostw świata, tj. ostatniego meczu ogromnej rangi, który miał być rozegrany w Berlinie. Tydzień po finale Pucharu Niemiec na Olympiastadion kibice z całego świata ujrzą mecz, który jest rokrocznie najbardziej wyczekiwanym spotkaniem w klubowym futbolu. Berlin będzie areną finału Pucharu Europy i ogólnie którychkolwiek rozgrywek europejskich po raz pierwszy. W ojczyźnie mistrzów świata najwłaściwszym meczem do rozegrania musi być zatem finał Champions League.

Barcelona

„Duma Katalonii. Gdzie tam Katalonii?!? Celem jest to, by była dumą całej piłkarskiej Europy!” Tak kreuje się w mediach Barcelonę, drużynę, która znów stała się wielka. Od stycznia ta drużyna jest znów uwielbiana (poza oczywiście sympatykami innych wielkich klubów na Starym Kontynencie). Neymar, Luis Suarez i oczywiście Lionel Messi to trio, które dziurawi każdą formację defensywną na świecie. Luis Enrique jest trenerem z krwi, który nie musi wszystkich dookoła przekonywać, że „on jest tutaj szefem”.
Dla wielu piłkarzy Barcelony to ostatnia szansa na zdobycie z tym klubem wielkiego trofeum – choćby chodzi tutaj o Xaviego, który odchodzi z klubu, podobnie jak Dani Alves, tyle że obaj w zupełnie innych okolicznościach. W Katalonii są pewni swego, sądzą, że puchar klubowych mistrzów Europy należy im się jak psu buda.
Ale pamiętajmy, że nie przez przypadek przysłowiem stało się powiedzenie, że „pycha kroczy przed upadkiem…”

Juventus

Wielki, a zarazem niedoceniany. Niewidziany w finale Champions League od 2003 roku, kiedy to na Old Trafford w Manchesterze AC Milan pokonał ich po serii rzutów karnych. Teraz, były trener właśnie „Rossonerich”, Massimiliano Allegri doprowadził ekipę Juve do wymarzonego spotkania w Berlinie. Jakie argumenty ma Juventus? Głównie nazwiska – Arturo Vidal, Claudio Marchisio, Patrice Evra, Carlos Tevez, Gianluigi Buffon (jedyny, który pamięta finał z 2003 r.)… no i Paul Pogba oraz Andrea Pirlo. Robi wrażenie, prawda?
Sceptycy mówią jednak, że w Europie mało kto nie przegrał tylu finałów Ligi Mistrzów co Juventus – aż 5 razy (tylko Benfica i Bayern Monachium mają tyle samo porażek).
„Bianconeri” chcą przełamać dominację teoretycznych faworytów, a dwumecz z Realem ma potwierdzać, że nie powinniśmy ich skreślać.

Porcja historii

Trzykrotnie oba zespoły mierzyły się ze sobą w rozgrywkach UEFA, przy czym dwukrotnie były to ćwierćfinały Pucharu Europy (dziś Liga Mistrzów UEFA). W sezonie 1985/1986, gdy angielskie kluby nie startowały w PE, bo zostały wykluczone z rozgrywek europejskich zespoły z Hiszpanii i Włoch (Juve broniło trofeum – red.) wiodły prym na Starym Kontynencie. Barcelona pokonała Juve 1:0 i przegrała dopiero w finale ze Steauą Bukareszt. W sezonie 1990/1991 mierzyli się ze sobą w Pucharze Zdobywców Pucharów – 3:1 i 1:0. W sezonie 2002/2003 Juventus wziął z kolei odwet i wyrzucił Barcelonę z Ligi Mistrzów, po czym wyeliminował Real i zagrał w finale.

Kursy bukmacherskie Rivalo

Kursy, jakie przygotował na ten wielki rangą mecz bukmacher Rivalo przedstawiają się następująco:

  • Juventus i kurs na jego wygraną to liczba 5,5
  • na remis przewidziano kurs równy 4,
  • z kolei na to, że zwycięży faworyt serwisu, czyli Barcelona – 1,65.

Początek meczu finałowego w sobotę, 6 czerwca o godzinie 20:45.

***

Nie czekajcie zatem, już teraz sprawdźcie ofertę Rivalo i typujcie swoich faworyta w meczu finałowym Ligi Mistrzów! Mecz w Berlinie jest czymś, co nie może umknąć uwadze fanów futbolu! Kto wygra? Barcelona czy Juventus?

Kursy mogą ulec zmianie, aktualne kursy na WWW.rivalo.com.